Idzie górnik drogą, piórko mu się kiwa
wali grajek w bęben, trąbka mu przygrywa.
Piórka mu z czapeczki pięknie powiewają.
Złote na mundurze guziki błyskają.
Grajże mu trębaczu, grajże mu kapelo.
Niechże dziś górnicy, wszyscy się weselą.
Ten wierszyk przedszkolny to dzisiejszy poranny obrazek, gdzieniegdzie jeszcze spotykany, choć coraz rzadszy...
Barbórka. Orkiestra. Msza. Świętowanie.
Karczmy (niby tylko dla męskiej części górniczej braci) trwają już od kilku tygodni i tak jakby straciły na rozmachu. Bo też górników coraz mniej. Piwa i tradycyjnego jadła za to dostatek. Na pamiątkę, na domową półkę, przybywa kolejny kufel.
Barbórka to też wyraz szacunku i wdzięczności dla niezmiennie trudnego oraz wciąż niebezpiecznego zawodu górnika.
Tym którym nie dano poznać podziemnego kopalnianego świata, proponuję zawsze by spróbowali wyobrazić sobie, jedne nad drugimi drogi i skrzyżowania, z szynami, jadącymi pociągami, tak ze cztery co najmniej warstwy, z małą ilością światła jak w ciemną noc, pod miastem. Jak piętra w wieżowcach połączone windą, tylko w wersji XXXL, długie podziemne chodniki - ulice. Między pierwszym a ostatnim piętrem – miastem trzeba zjechać w dół 1000 metrów. A do miejsca wydobywania węgla, trzeba pojechać jeszcze pociągiem ze 4 kilometry, albo i więcej. Czasem już pod inne na powierzchni miasto.
Górnikom więc wszystkiego najlepszego!
Brygida Kaczmarczyk