Pamiętam jeszcze jak do „zimowej olimpiady” weszły tańce na
lodzie... I tak jak odmienny jest dziś otaczający nas świat (jego tempo,
wartkość, ekspresja, decyzyjność), od tego sprzed dziesięcioleci, tak nowa
dyscyplina Ski Cross rożni się od eleganckich, wymuskanych, pełnych gracji,
wyważonych tańców.
A ponieważ normalnie sport nie stanowi pożywki mojego
dnia, to dziś po raz pierwszy się tej nowej dyscyplinie się
przyjrzałam.
Jestem zauroczona.
Pierwsze medale w tej dyscyplinie (jako
olimpijskiej) właśnie zdobyto ( Szwajcar Michael Schmid został pierwszym
mistrzem olimpijskim, srebrny medal w finałowym przejeździe wywalczył Austriak
Andreas Matt, a brązowy - Audun Groenvold).
Kobiety – przed nami. Jutro.
Więc jeszcze można będzie pooglądać. Podobno i nasza jedna z rodaczek coś w tej
dyscyplinie działa.
A teraz trochę szczegółów dla tych co jeszcze są nie za
bardzo zorientowani (jak ja przed kilkoma godzinami!).
Na starcie staje
czterech narciarzy. Trasę (stromą!) zbudowaną ze śniegu, z zakrętów z „bandami",
z dłuższych i krótszych skoczni, poprzecznych garbów i innych, ciągle jeszcze
wymyślanych i udoskonalanych konstrukcji. Cel bowiem jest jeden - widowisko ma
być atrakcyjne. Oj jest...
Pierwszym etapem zawodów są eliminacje, które
odbywają się na zasadzie indywidualnych przejazdów trasą Ski Crossu wszystkich
narciarzy. Uzyskane czasy pozwalają na odpowiednie ustawienie startujących w
czwórkach i rozegranie zasadniczej części rywalizacji.
Do rundy finałowej
kwalifikuje się 32. zawodników i 16 zawodniczek. Każdy z kolejnych biegów to
wyścig ze wspólnego startu, a do dalszego etapu przechodzi dwójka najlepszych.
Zwycięzcą zawodów jest narciarz, który pierwszy osiągnie metę w czteroosobowym
ścisłym finale.
Walczyli zawodnicy nie licząc się z niczym. Wywrotek,
upadków, poślizgów rugujących, na „milimetry” wyprzedzanie po zewnętrznej i
wewnętrznej, wywrotki w wyskokach... Nie do opisania. Trzeba zobaczyć! Od czasu
do czasu zdjęcia z kamery na hełmie.
Tańce oczywiście dalej lubię, ale
dzisiejszy czas to Ski Cross. Polecam!
Brygida Kaczmarczyk