Tu i teraz
Kultura
Warto przeczytać
Turystyka
Sport
Wiadomości samorządowe
Kredą po tablicy
Ogłoszenia
niepełnoSPRAWNI org
Pozostają w naszej pamięci
Redakcja I rozeźlił się niesłychanie. Wcale mu się nie dziwimy.
Po kopalnianym
chodniku w Sztolni Królowa Luiza postanowiono pobiegać.
Bieg podziemny,
PIERWSZY, tak był bowiem zapowiedziany. Na 1000m.
Dziwić się więc że Skarbnik
rozeźlił się niemożebnie? Bo co to za bieganie po podziemnym torowisku? W
ciemności? Gdzie jest mokro, ślisko, niebezpiecznie. Ani sport, ani
rozrywka.
Może to chęć zaistnienia w czołówkach mediów? Tylko gdzie się
podział rozsądek i wyobraźnia organizatorów? Zabrakło i jednego i drugiego - to
pewne.
Zawodnicy nie byli ubezpieczeni, podpisywali że biegają na własne
ryzyko. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ale też nic nikomu chyba ten bieg
nie dał, prócz nazwy „podziemny”. Strach pomyśleć, gdyby w ferworze walki o
zwycięstwo, któryś z zawodników zahaczył o obudowę, potknął się o torowisko,
poślizgnął w półmroku (o co na kopalni łatwo).
Zabrze chce być „turystyczne”
i bardzo dobrze, ale nie wszystko jest może „wskazane” w tym promowaniu?
Bo
ten bieg to ani sport ani turystyka.
Tak jak organizowanie (jakby to była
sala koncertowa albo sala wystawowa) wystaw wszelkiego typu (od malowanych
kredkami obrazków dzieci szkolnych, wiszących potem z obudów, po rzeźby – prace
dyplomowe studentów ASP Z Krakowa ) w podziemiach Guido. Jeden taki koncert na
rok, na pół roku, jako coś zupełnie wyjątkowego, jeszcze rozumiemy. Jedną
wystawę, jakoś tam związaną z tym „dołem”, też można zaakceptować. Natomiast
traktowanie podziemnego muzeum (nietypowej perełki turystycznej) jako tła „do
wszystkiego”, no... dziwi.
Bo to ani kultura ani turystyka.
Ja wiem, że
teraz połowa tych co kiedykolwiek miała coś wspólnego z obydwiema przytoczonymi
instytucjami obrazi się „na śmierć”. Może jednak druga połowa popatrzy na sprawę
z innego punktu widzenia?
Zauważą tak prosty choćby fakt, iż wydawane są
ogromne sumy, angażowane niewspółmiernie wielkie siły ludzkie a ilu w efekcie
zabrzan z tego korzysta?
Biegu nie mógł nikt obserwować, nawet biegacze
musieli biegać pojedynczo, bo miejsca w chodnikach jest „jak na
lekarstwo”.
Ilu to zabrzan i goszczących w Zabrzu obejrzy „wystawę”
(obojętnie jaką) ustawioną 170m (albo i 320m) pod ziemią, gdy trzeba zjechać
szolą? No chyba, że zaplanowali zwiedzanie kopalni. No właśnie, zaplanowali
zwiedzanie „kopalni węgla kamiennego” i ostatecznie umieszczonych tam wystaw
tematycznych.
Wróćmy jednak do konkretów. To co rozeźliło tak Skarbnika (a z
nim nie ma żartów!) odbywało się w ramach „ST.ART SILESJA” z numerem 3.
Wśród
organizatorów, prócz wymienionych już instytucji, jest też UM Zabrze i cała
wiązka sponsorów oraz patronów medialnych. Więc koszty pewnie były
spore.
Bylibyśmy bardzo niesprawiedliwi gdybyśmy nie powiedzieli, że nie
wszystko w ramach „ST.ART SILESJA” (26 – 27 czerwiec) było takie
kontrowersyjne.
W sobotę zaplanowano rozgrywki sportowe i rysowanie Graffiti
na murach. Sportowcy walczyli jak należało, pomimo deszczu, grafficiarze
(rozsądnie) swój kunszt pokazali w niedzielę, jak aura okazała się trochę
bardziej łaskawa.
A swoją drogą, czy organizatorzy nie zauważyli że od
kilkunastu dni mamy „krainę deszczowców” i można było rozstawić ze trzy namioty
– pawilony chroniące widzów
przed deszczem? Wtedy też cześć organizatorów nie
musiałaby „po angielsku” opuszczać miejsca sportowych rozgrywek, by szukać
schronienia w pobliskiej plebani.
A jeszcze nas zbulwersowało zachowanie
„porządkowych” zapowiedzianego w ramach „ST.ART SILESJA 3” party w klubie
muzycznym „VIP”.
Dziennikarz nie został wpuszczony.
Co takiego mogło się
tam odbywać, że na zapowiedzianą w ramach „ST.ART SILESJA 3” imprezę,
dziennikarz nie miał wstępu? A jeśli miała to być impreza zamknięta to jak się
znalazła w zapowiedziach „ST.ART SILESJA 3”, której jednym z organizatorów był
UM? Dziwne. Dziwne.
Więc my, jak i Skarbnik, z dezaprobatą potrząsamy
głową.
Brygida Kaczmarczyk Kazimierz Zdeb
