Szukaj
 
 
 
 
 
 
Tu i teraz   Kultura   Warto przeczytać   Turystyka   Sport   Wiadomości samorządowe   Kredą po tablicy   Ogłoszenia   niepełnoSPRAWNI org   Pozostają w naszej pamięci   Redakcja  
 



 
O szpitalu, leczeniu...
      Dziś radni mają podjąć uchwałę o likwidacji Szpitala w Biskupicach. Tak naprawdę to większość spraw przebiegać będzie na płaszczyźnie papierkowej. Już zresztą taki „papierkowy miszmasz” wykonano w Zabrzu likwidując szpital na Wyciska a naprawdę zmieniając mu nazwę (po raz pierwszy), a kolejny raz go likwidując i przenosząc „z dobrodziejstwem inwentarza” do Biskupic.
Czy to poprawiło los pacjentów? Zdania są podzielone i zgodne ze starym. przysłowiem „punkt widzenia zależny jest od miejsca siedzenia”
Prawdziwych badań ani wśród pacjentów ani personelu nie wykonano.
Teoretycznie zmieni się sposób prowadzenia od strony „gospodarki” zarządzanie Szpitalem.
W praktyce, mam nadzieję, zmieni się znacznie więcej.
Szpital ten nie jest mi obcy. Jak zresztą sporej grupie mieszkańców naszego miasta. Tak naprawdę to większość zabrzan nie tylko się w nim leczy ale i umiera, a od niedawna także rodzi.
Tym bardziej musi to być placówka przyjazna pacjentowi i jego rodzinie. Musi wzbudzać zaufanie, musi być rzetelna, co oznacza tylko jedno: lekarze i cały personel muszą mieć wysokie kwalifikacje, co oznacza również potrzebę dokształcania, oraz szeroko pojętą moralność.
Nie można też zapomnieć o odpowiedzialności Władz Samorządowych Miasta. Od tej chwili (zostania właścicielem) bezpośredniej.
     Poniżej opublikuję list jaki dziś wysłałam do Dyrektora Szpitala.
Nie chciałabym, by potraktowano go jako gremialną skargę na pracowników szpitala. Przez wiele lat, kilkanaście razy, towarzyszyłam pacjentom, w leczeniu, rekonwalescencji, ostatnich dniach ich życia. Spotykałam się ze zrozumieniem, pomocą, pracowitością, profesjonalizmem.
Zdarzyło się jednak raz inaczej. Raz - to dla człowieka, może być o ten „raz” za wiele. Lekarz jak i saper nie może się mylić. Pierwszy ryzykuje życiem pacjenta, drugi swoim.
Zaczyna się nowa era dla zabrzańskiego szpitala, chciałabym by dzięki pokazaniu mojego przypadku, podjęto takie kroki, aby nigdy nie powtórzyła się podobna historia. By najważniejszy był zawsze pacjent, nie rutyna. By korzystano z odpowiednich metod i badań, by lekarze, cały personel się systematycznie dokształcał i by fałszywie nie oszczędzano na badaniach (biedny dwa razy traci!).
Aby wysłuchiwano pacjentów i nie zostawiano ich, szczególnie w trudnych przypadkach, bez opieki psychologa.  
   
Szanowny Panie Dyrektorze!
    By uchronić innych pacjentów, proszę o przeanalizowanie i wyciągnięcie wniosków z historii, która przydarzyła się mnie – Brygidzie Kaczmarczyk.
    Na przełomie lipca i sierpnia 2008 byłam pacjentką oddziału (...) Szpitala Rejonowego
w Biskupicach.
Po wykonaniu tomografii komputerowej, oświadczono mi że w kręgach lędźwiowych są zmiany typu nowotworowego.
Przesłano mnie do Instytutu Onkologii w Gliwicach, na konsultacje, ale... Wpisano już diagnozę: przerzut nowotworu sutka.
Od tej chwili rozpoczęła się moja walka nie tyle z chorobą, ale z tą diagnozą.
Natychmiast zostałam naświetlona dawką 8G a moje uwagi, że jedynym badaniem jest TK, zbywano „mamy opis i diagnozę”. Po kilku następnych dniach opuściłam Wasz szpital – z ostateczną (niezmienioną) diagnozą: przerzut nowotworu sutka.
Nie przeprowadzono żadnych badań mających potwierdzić „diagnozę” opartą wyłącznie na TG (i co nie da się ukryć braku jednej piersi). Ponieważ nie przekazano w czasie konsultacji onkologicznej moich badań morfologii, (OB2), lekarze onkolodzy sugerowali jeszcze możliwość szpiczaka (!).
Przypomnę, nie wykonano żadnych innych badań (nawet badania markerów!) a pomimo to postawiono diagnozę: nowotwór.
Walczyłam z diagnozą (przecież jeden lekarz musi móc się opierać na tym co mu pisze drugi, wydawałoby się na podstawie konkretnych badań). Po miesiącu udało mi się przekonać jednego
z lekarzy przychodni onkologicznej, że tak naprawdę nie wykonano żadnych badań przed postawieniem tej „życiowej” diagnozy.
Musiałam bowiem przekonywać kolejnych lekarzy specjalistów, że nie została ona postawiona na podstawie np. badań różnicowych ( w międzyczasie stałam się „specjalistką” od chorób kręgosłupa, przestudiowałam ponad 1000 artykułów, prac naukowych, opisów przypadków, współczesnych metod diagnozowania i leczenia opublikowanych w języku polskim, niemieckim, angielskim w latach 1996 – 2008) a jedynie na podstawie pojedynczego badania TG i to nie najwyższego lotu (jak się ostatecznie okazało w kolejnych miesiącach).
W desperacji wyraziłam zgodę na operację kręgosłupa i pobranie wycinka. Alternatywą było potraktowanie „diagnozy o przerzucie” jako prawdziwą i leczenie onkologiczne.
Wynik histopatologiczny jest jednoznaczny - brak jakichkolwiek komórek nowotworowych w trzonach obu kręgów.
Przypomnę: nic nie sugerowało nowotworu, ani badania morfologiczne, ani USG. Nie wykonano zresztą innych (choć sugerowałam boreliozę, gruźlicę kości, zapalenie kości, osteoporozę).
Nie mogę się pogodzić z takim traktowaniem pacjenta. Ja walczyłam. 99 osób na 100 załamałoby się, poddało, zostało leczonych dużymi dawkami chemii. Bo przecież trafiliby z „diagnozą” na onkologię. Dziś jestem w tym samym miejscu co przed 5. miesiącami. Dopiero teraz prowadzone są badania w innych kierunkach. 5 miesięcy jestem tak naprawdę nie leczona!
Dlatego proszę o zajęcie stanowiska:
1. Czy zgodne z jakimikolwiek procedurami jest diagnozowanie przerzutu nowotworowego na podstawie jednego badania TK?
2. Czy ktokolwiek przeprowadza badania słuszności stawianych w Waszej placówce diagnoz?
3. Czy zatrudniony jest w Waszej placówce psycholog wspomagający pacjenta w chwili przekazywania mu diagnozy o bliskiej śmierci (nowotwór przerzutowy to przecież wyrok)?
4. Jakie kwalifikacje w sierpniu 2008 posiadały osoby diagnozujące na podstawie 1 badania TG (zmiany w trzonach kręgowych) przerzut nowotworu sutka (tak precyzyjnie?), nie mając  dodatkowych wyników jakichkolwiek innych badań?
5. W jaki sposób lekarze Waszej placówki są mobilizowani do samokształcenia i jak to jest monitorowane (zapoznanie się z kilkoma opracowaniami, badaniami publikacjami, ba zastosowanie zwykłych badań różnicowych, wyeliminowałoby tak postawioną diagnozę)?
6. W jaki sposób można zapobiec dalszym takim pomyłkom? Przed miesiącem też już stawiano diagnozę u jednej z Waszych pacjentek – przerzut nowotworu sutka, tym razem do mózgu – na szczęście udało się, skutecznie, wymóc badania w stronę boreliozy. Czy brak sutka za każdym razem oznacza w dalszej diagnozie Waszych specjalistów przerzut raka sutka?
7. Jak i czy wnioski po tej „fałszywej” diagnozie zostaną wykorzystane w dalszej pracy szpitala (uważam, że jego formalne przekształcenie w Spółkę nie może tu mieć znaczenia)?

      Jestem dziennikarzem (i może dlatego potrafiłam tak szukać i walczyć z „diagnozą”), więc temat ten wykorzystam do uświadomienia innym pacjentom i ich rodzinom, że należy patrzeć lekarzom na ręce. A także do domagania się pełnej, prawdziwej informacji o zasadach, metodach, procedurach leczenia. Do szukania odpowiedzi czy leczący nas lekarze korzystają z nowych danych o jednostkach chorobowych, nowych metodach leczenia, a szczególnie nowych metodach diagnozowania. Do zadawania pytań czy „Nowy – Stary Szpital Miejski” jest godną zaufania placówką dla mieszkańców Zabrza? Czy rutyna nie zasłania oczu lekarzom? Czy nie zapominają o tym iż materią którą się zajmują są ludzie, ich życie a nie „nieosobowy pacjent”?

Oczekuję wyjaśnień i odpowiedzi na zadane pytania. Szczególnie w świetle zmiany zarządzania Szpitalem (mam nadzieję, zmiany nie tylko z formalnego punktu widzenia).
Kopię tego listu przekazuję Organowi Założycielskiemu czyli Prezydentowi Zabrza, Radzie Społecznej Szpitala, Komisji Rady ds Zdrowia.
Jako dziennikarz wykorzystam go również do dziennikarskich publikacji.



Brygida Kaczmarczyk
 


 
 
Dzisiaj jest: 
niedziela,
20 maj 2012
Imieniny:
Bazylego, Bernardyna    
 


POLECAMY
 
 
 
 
 
 
 


 
   Wydawca: VSV Zabrze
CONCEPT Intermedia